Ten ślub do dziś wzbudza w nas ogromne emocje. Takie ślubny nie zdarzają się często, właściwie to chyba wcale się nie zdarzają:) Kasia i Filip wzięli ślub na planie filmowym, w hali produkcyjnej łódzkiej Wytwórni Filmowej. Obowiązywała absolutna cisza. Przyjęcie odbyło się bez konferansjerki, a Gości po kolejnych częściach przyjęcia prowadziło tylko światło.

W tym dniu wszystko było niezwykłe. Dosłownie! Panna Młoda nie pokazała się w białej sukni, a w srebrzystej kreacji projektu Roberta Czerwika ozdobionej kryształami i piórami marabuta. Goście na ceremonię usadzeni zostali jak na premierze. Światło wszędzie było zgaszone poza jedną strefą, gdzie za chwilę miał odbyć się ślub. Po nim zapalony został table plan i bardzo delikatnie tliło się światło nad stołami, za to ceremonia już zgasła. Następnie, wraz z pojawieniem się jazz bandu, rozświetlił się parkiet, a zgaszone zostało światło nad table planem. Takim sposobem rozpoczął się obiad, przy czym stoły paliły się już pełnym światłem. I tak z każdą kolejną częścią: pierwszym tańcem, tortem, otwarciem drink baru czy strefy chillout. Nie było konferansjera, prowadzącego. Gości prowadziło tylko światło. I co najważniejsze wszyscy poruszali się po przyjęciu bardzo intuicyjnie.

Organizacja takich przyjęć nie należy do łatwych, ale do ultra przyjemnych. Jednak nie byłaby możliwa, gdyby nie ludzie przy niej pracujący. Najlepsi, bez słabych ogniw;) Wielkie chapeau bas dla wszystkich i dla Pary Młodej. Bo sami powiedzcie, ile razy byliście na ślubie, gdzie filigranowa, drobna Panna Młoda wychodzi na środek i pięknym, wielkim głosem śpiewa Reginę Spektor? I jeszcze robi to w najpiękniej prosty sposób, bez zapowiedzi, bez zbędnego zamieszania i usilnego show. Po prostu wychodzi, woła Męża i zaczyna dla niego śpiewać…

I na koniec zdradzimy Wam ostanie dwie rzeczy z tego niewiarygodnego przyjęcia. Po raz pierwszy wjechaliśmy samochodem na salę, gdzie organizowałyśmy przyjęcie, a pod barem miałyśmy trupa! Wszystko dla naszych Gości i ich dobrej zabawy!

To przyjęcie to naprawdę inny, magiczny świat, gdzie przez jeden wieczór wszystko zaczęło nam się wydawać możliwe. Kasiu i Filipie dziękujemy!

Pozdrawiamy, ONE.

Aaa i prawie byśmy zapomniały… reportaż, który właśnie obejrzeliście został zrobiony na jednej nodze, naprawdę! A efekt jest taki jakby co najmniej  na czterech;)

Gabriel Gmurczyk, dziękujemy za kadry jak z filmu!

http://www.gabrielgmurczyk.com