Bardzo się cieszymy z tego, że nasi Klienci udowadniają nam, że na polskich ślubach nie liczy się tylko boho i to co fajne nie musi być rustykalne. Tak, śmiemy twierdzić, że w Polsce ostatnio panuje trend, co pokazują wszystkie „offowe” targi ślubne, że jak ma być oryginalnie to już koniecznie musi być liściasto i w stodole.

Jednak Weronika i Radek pokazali, że wcale tak być nie musi! Bo znacie kogoś kto miał ślub na ceglanym, hotelowym dziedzińcu wyłożonym trawą? Kto miał lustrzane podtalerza połączone z winietkami? Nawet jak już kogoś takiego znaleźliście w swoim otoczeniu, to na pewno jego Goście nie dostawali Weroniówki i Radziówki w prezencie;) A to najlepsze lekarstwo na wszystkie, absolutnie wszystkie zmartwienia miłosne, dlatego Werka i Radzio są ze sobą tacy szczęśliwi;)

My też byłyśmy bardzo szczęśliwe jak organizowałyśmy to przyjęcie, bo w tym przypadku dobry humor nas nigdy nie opuszczał. Tyle, że nie było to najłatwiejsze… bo jak zorganizować przyjęcie dla kogoś, kto sam potrafi zorganizować imprezę w kilka godzin i zaprosić na nią cały blok, w którym mieszka?! Szczegółów nie będziemy zdradzać:)

Przechodząc już do naszego wspólnego przyjęcia… był ślub na hotelowym dziedzińcu z mnóstwem trawy i z muzyką na żywo, w tym „All you need is love”. Był zjawiskowy pierwszy taniec, pyszne jedzenie, nie boho dekoracje;) i porządna dawka ultra dobrej zabawy, zresztą zobaczcie sami.

fot. Joanna Siwiec i Bartek Barczyk, http://joannasiwiec.com

Weroniko i Radku jesteście najlepszymi organizatorami imprez z jakimi przyszło nam się zmierzyć, dziękujemy za to wyzwanie!!!

Pozdrawiamy, ONE kropki 😉 Paulina i Kinga