Mój wigilijny stół DIY

Na pewno wśród Was znajdzie się ktoś, dla kogo tak jak i dla mnie świąteczne chwile to również te zarezerwowane dla przyjaciół. Gdzieś pomiędzy rodzinną wigilią a świątecznym biznesowym spotkaniem, obowiązkowo powinien znaleźć się wieczór spędzony w gronie bliskich nam osób.

Wspólna kolacja z przyjaciółmi, ubieranie choinki i świąteczny seans filmowy – to rytuał, który zawsze wprowadza mnie w świąteczny stan zen. Choć z założenia jest to luźne spotkanie w kręgu „sami swoi”, każdorazowo staram się stworzyć namiastkę wigilijnego stołu przy którym udziela się iście świąteczny nastrój. Chciałam podzielić się z Wami efektem tegorocznych przygotowań i może zainspirować Was do podobnego spotkania.

W mojej samodzielnej dekoracji sięgam po sprawdzone elementy ze świątecznego repertuaru, które z całą pewnością każdy z Was ma w domu w tym okresie. Jak co roku staram się nie dać skusić sezonowości dodatków i ich kolorów, a zwłaszcza temu najbardziej popularnemu czyli czerwieni. Bardziej praktycznie wybieram to, co będę mogła połączyć z elementami i kolorami, którymi otaczam się na co dzień i dopasować do wystroju moich czterech kątów. Dlatego wybieram gwiazdę betlejemską w delikatnym żółtym odcieniu, która na tle białych ścian nie wybija się na pierwszy plan i naturalnie łączy się z pozostałymi kolorami w mojej przestrzeni. Do tego dochodzą gałązki jodły (lub innego iglastego drzewka) z których robię klasyczny, niczym nie przystrojony wieniec a resztę luźnych gałązek wsadzam do wazonów i butelek z domowego asortymentu. „Kropką nad i” są świece, których mam co nie miara, co może oznaczać że byłam hygge zanim jeszcze dowiedziałam się co to znaczy… i stanowią stały element mojego mieszkania, dlatego nie mogło ich zabraknąć na tym stole. Dzięki nim przestrzeń od razu robi się przytulniejsza, bardziej nastrojowa a spotkanie przybiera intymniejszego wydźwięku. W granatowym świeczniku w miejsce białych, pojawiły się niebieskie świece, które obok roślin były tak naprawdę jedynym dodatkowym zakupem na tą okoliczność.

Decydując się na samodzielne dekoracje wyznaje zasadę pewnego minimalizmu i prostoty głownie z jednego powodu… za dużo rzeczy trafia w mój gust:) Co roku piękne bombki, świecidełka i naczynia kuszą mnie ze sklepowych wystaw. Jednak gdybym co sezon poddawała się nowym trendom, byłabym zgubiona a moje mieszkanie zamieniłoby się w magazyn ze świątecznymi dekoracjami… Dlatego w tym wypadku celuje w zaledwie kilka nowych elementów, dzięki którym „stary” domowy asortyment mogę wykorzystać w świątecznej aranżacji. Pamiętajcie również o opcji pomocy florysty / dekoratora, o których pisały Kinga z Pauliną. Ich niezliczony arsenał wpisujących się w trendy dodatków z pewnością zaspokoi Wasze stylistyczne wymagania, wasza szafa z dodatkami nie pęknie w szwach a budżet przed świętami zostanie (choć trochę) uratowany:)

Życzę Wam cudownych spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. Wesołych Świąt!

ONA. Agata